Konserwatyzm a sztuczność

Kategorie: Bez kategorii   | Marzec 15, 2015

CAM03491Jeszcze jeden tekst kol. Kacpra Muszyńskiego. Tekst do przemyślenia, nie dla lewaków. Dla nich czytanie tego artykułu, to będzie czas stracony.

Zatrważająca liczba konserwatystów (etykietowych jedynie) odgrywających różnorakie role na dzisiejszej scenie teatru politycznego zdaje się wierzyć w to, iż cała istota konserwatyzmu polega wyłącznie na zachowaniu status quo w państwie; na tym, że po dojściu do upragnionej władzy wystarczy już tylko rozsiąść się na luksusowej kanapie (nie na tronie – to kolejny dowód demaskujący ich prawdziwe oblicze) i ani myśleć o zmienianiu czegokolwiek z postępowania swoich poprzedników.

Prawda głosi jednak coś innego. Celne rozróżnienie popełnił prof. Adam Wielomski w swojej książce Konserwatyzm. Główne idee, nurty i postacie”. Wskazał on bowiem na to, że występuje niebagatelna różnica między zwyczajną postawą konserwatywną a samym konserwatyzmem. Podobnie członkowie Platformy Obywatelskiej nie przecież są liberałami, a jedynie wykazują postawę liberalną, która w ich mniemaniu daje im wolną rękę w okradaniu Polaków. Otóż należy jasno powiedzieć, że konserwatyzm to pewne – ustalone już zapewne przed stworzeniem świata – zasady, reguły, których bezwzględnie należy przestrzegać, aby móc nakleić na swoim sercu twardą, nieodklejalną łatkę konserwatysty. Sztandarem naszym jest idea konserwatywno-liberalna (obyczajowo-gospodarcza), jednakże moim skromnym zdaniem idea liberalizmu gospodarczego, leseferyzmu jest niejako częścią ciała idei konserwatywnej, w pewnej mierze zawiera się w niej. Zresztą swego czasu nie było większego wroga dla konserwatysty aniżeli liberał.

Konserwatyzm dlatego jest ideą nieśmiertelną, dlatego jest ideą słuszną, dlatego jest w końcu ideą najwspanialszą, gdyż czerpie swoje reguły prosto z praw naturalnych. Naturę zaś stworzył nie kto inny, jak Bóg. (Wtrącając nawiasem – powodem, dla którego w moim mniemaniu liberalizm gospodarczy  jest zwyczajnie częścią, gałązką samego konserwatyzmu, jest fakt, iż jest on po prostu stanem naturalnym. Równie dobrze można by w ogóle go nie nazywać, tak samo jak terminu „wolny rynek”, gdyż to także jest ni mniej, ni więcej, jak tylko naturalny Rynek). Wszyscy chyba jesteśmy zgodni co do tego, że naturalne równa się lepsze, zdrowsze. Dodawanie sztucznych składników, co jest ulubionym zajęciem socjalistów (nawet tych pobożnych, a może zwłaszcza, bo do tego jeszcze zakładają na swoje prawdziwe twarze sztuczne maski dobroci), tylko pogarsza jakość takiego „produktu”. Nie ma możliwości, żeby człowiek nie czuł się po tym źle i nieswojo, czego dowodem są wszechobecne od dziesięcioleci narzekania na stan państwa polskiego. Gdyby nadeszła okazja do objęcia pełni władzy w naszym kraju, należałoby przede wszystkim dzisiejsze prawo (wspomniany „produkt”) przepuścić przez sito po to, aby mogło ono pozbyć się socjalistycznych odpadów, zamiast faszerowania go kolejnymi półproduktami.

W obecnych słowach i czynach zdecydowanej większości klasy politycznej można mimo wszystko dojrzeć wiele motywów biblijnych. Wspomniane zakładanie masek przez postaci zupełnie odbiegające – a często wprost nastawione opozycyjnie – od idei, które głoszą, to zwyczajne znane ludzkości od wieków pomieszanie języków. Przeciętni widzowie telewizji nie słyszą w niej tego, co powiedziane jest obiektywnie – słyszą jeno to, co ich własne uszy pragną wchłonąć. Paradoksalnie, wiara socjalistów jest niesłychanie silna. Gdy mówią oni o bezpłatnych przedszkolach, o bezpłatnych książkach, o bezpłatnym wszystkim, co można wymyślić – muszą wierzyć w to, że pieniądze na to zlecą do nas w postaci manny z nieba.

Największymi wrogami są ci, którzy przebierają się w nasze barwy i mamią – ogłupione już zresztą dawno –  społeczeństwo, że blask tych idei najjaśniejszy kolor przyjmuje właśnie w odbiciu tych ludzi. Określenie „pobożni socjaliści” to taka sama sprzeczność, co termin „sprawiedliwość społeczna”. W taki sam sposób nie może być sprawiedliwości żadnej oprócz jej samej, jak nie można być pobożnym „socjalistycznie”. Bycie demokratą równa się przekonaniu, że Bóg daje nam złe wzorce, że się myli. Często również sytuacja ma się tak, że ludzie (nie biorąc Boga na poważnie!) myślą: „Bóg Bogiem, królestwo królestwem, ale przecież to jest prawdziwe życie, idziemy z duchem czasu i należy pielęgnować demokrację”. Że przecież każdy musi mieć równy głos. Że „co jakiś król będzie wywyższony ponad nas?”. Analogicznie – czy ci sami ludzie, którzy co niedzielę udają się rutynowo do kościoła, uważają, że siła ich głosu, moc ich poglądów i zdań jest równa potędze Boga i że mają tyle samo do powiedzenia, co On?! Niestety.

Kacper Muszyński

Komentarze

Komentarze (1) do “Konserwatyzm a sztuczność”

  1. Kazimierz Jasionek, 15 Mar 2015 o 18:38

    Cytat: „Podobnie członkowie Platformy Obywatelskiej nie przecież są liberałami, a jedynie wykazują postawę liberalną, która w ich mniemaniu daje im wolną rękę w okradaniu Polaków” I chociaż byśmy nie chcieli, to musimy się zgodzić z tym prawdziwym stwierdzeniem !!!! Są jeszcze inne partie kochające opróżniać nam kieszenie że wspomnę tylko o PSL (gumofilce), SLD – komuchy zgarniające pod siebie, a w zasadzie to nikomu z obywateli tego bezprawnego kraju żadna z tych pasożytniczych partii do niczego nie jest potrzebna !!!!

Zostaw komentarz




Ta strona wykorzystuje pliki cookie przechowywane na twoim komputerze. Jeżeli nie zgadzasz się na to opuść stronę lub wyłącz obsługę plików cookie w przeglądarce. Więcej informacji o plikach cookie znajdziesz na tej stronie